Mianowicie chodzi o to, że mój kolega dwa dni temu popełnił samobójstwo - powiesił się we własnym mieszkaniu, gdzie znalazła go mama po powrocie z pracy. Zarówno ja, jak i większość osób zapewne, zastanawiamy się dlaczego i co go do tego skłoniło. Co musiało się wydarzyć, aby zdecydować się na taki krok?
Z M. chodziłam do klasy do gimnazjum, jednak znałam go już od podstawówki. Mimo, że w szkole średniej nasze drogi się rozeszły, mijaliśmy się niemalże codziennie w drodze do szkoły: on do swojej, ja do mojej. Co mogę o nim powiedzieć? Dużo rzeczy... I co rzadko się zdarza: same pozytywne.
M. był chłopakiem niezwykle inteligentnym. Z każdym przedmiotem w szkole radził sobie świetnie. Szokiem było to, że nie ucząc się wcale dostał same 5. Jednak nie mam tu tylko na myśli mądrości książkowej. Był też inteligentny życiowo. Podobało mi się to z jaką obojętnością potrafił podchodzić do niektórych spraw i akceptować rzeczy takimi jakimi są, coś na zasadzie: będzie to będzie, nie będzie to nie będzie, uda się to super, nie uda - też dobrze. Był o wiele spokojniejszy niż cała reszta osób w nastoletnim wieku. Nie kręciły go imprezy, alkohol czy inne, tak naprawdę nic nieznaczące rzeczy. Był po prostu inny, ale pozytywnie inny. Miał inne poglądy, być może nawet taki swój mały świat. Jedno wiem na pewno: był lubiany przez swoich rówieśników i nauczycieli.
Tak, więc pytam jeszcze raz: co było powodem? Mimo, że tak bardzo chciałabym się tego dowiedzieć, nie ma na to szans. Wraz z innymi ludźmi mogę snuć jedynie przypuszczenia i domysły. A prawda umarła razem z nim.
Początkowo nie docierała do mnie ta myśl. Był szok, dłuuuuugi szok. W sumie to jest nadal. Ale im bliżej pogrzebu (który odbędzie się w sobotę), tym bardziej dochodzi do mnie ta myśl, że po prostu go nie ma i nigdy nie będzie. Myślę cały czas o jego osobie, mimo, że nie mieliśmy bliskiego kontaktu ze sobą. Ale mimo to... to po prostu boli.
Początkowo nie docierała do mnie ta myśl. Był szok, dłuuuuugi szok. W sumie to jest nadal. Ale im bliżej pogrzebu (który odbędzie się w sobotę), tym bardziej dochodzi do mnie ta myśl, że po prostu go nie ma i nigdy nie będzie. Myślę cały czas o jego osobie, mimo, że nie mieliśmy bliskiego kontaktu ze sobą. Ale mimo to... to po prostu boli.
Nie wyobrażam sobie, co musi czuć jego rodzina. Mama, która na zawsze będzie mieć przed oczami widok swojego martwego syna, którego znalazła w mieszkaniu... Podobno czas goi rany, lecz moim zdaniem niektórych ran nie da się zagoić. Pozostaną na zawsze, z czasem może przestaną tak krwawić, ale prawda jest taka, że pozostaną.
M. przeżył 19 lat. Odebrał sobie życie 5 dni po urodzinach. Chcecie wiedzieć jak go zapamiętam? Zapamiętam go jako świetnego kolegę, zawsze uśmiechniętego, z dystansem do życia. Chłopaka inteligentnego, nieco skrytego. Chłopaka kulturalnego, co rzadko się zdarza w tych czasach. Przede wszystkim jako dobrego człowieka. Mam nadzieję, że ten krótki czas, który przeżył był dla niego dobry, że miał wiele powodów do radości. Mam również nadzieję, że będzie spoczywać w pokoju.
M., Drogi Kolego, ten post dedykuję właśnie Tobie. [*]
